-Prosimy o zapięcie pasów! -Zbudził Mnie donośny głos stweardessy . Gwałtownie podniosłam się. Uderzyłam przypadkiem jakiegoś grubego faceta po mojej prawej, ale chyba nie poczuł . Uff . Na koszulce miał bodajże logo Poison. Tak, to Poison. Eh..trudno. Nie ważne . Nagle poczułam takie wielkie małe 'JEB!'. Tak, wylądowaliśmy.
-Prosimy o spakowanie i usuniecie z luk bagażów podręcznych i spokojne opuszczenie pokładu-posłusznie wyciągnęłam swoją torbę i z niecierpliwieniem czekałam jak drzwi samolotu się otworzą. To najwyraźniej się przedłużyło bo stałam już tak ok. 15 minut, zanim drzwi się otworzyły. W kolejce do wyjścia, jak zwykle byłam ostatnia. Mała ruda istotka, zdecydowanie za mała jak na swoje 17 lat. Whatever. Po jakimś czasie w końcu wysiadłam. Udałam się szybko by odebrać swój bagaż główny, który serio był potężny. Zobaczyłam rząd walizek wyjeżdżających po pasie. Nagle zauważyłam, ogromną wojskowo zieloną torbę z wymazanymi markerem nazwami zespołów. Tak, to moja ! Szybko zdjęłam ją i ruszyłam do wyjścia. Po opuszczeniu pomieszczenia, zamurowało Mnie . Ogromne lotnisko, stanęłam kurczowo trzymając walizkę, zaczęłam się rozglądać. Kurwa, kurwa, kurwa, nic tu nie znam. Nic, nikogo. Wpatrywałam się w grupki ludzi cieszących się z przyjazdu bliskich. Śmiejących się, żartujących. Czuję na sobie dziwne spojrzenia. Zresztą, co ja się dziwię ? Mała, ruda, w ramonesce, kowbojkach...Może dla Nich to dziwne ? Nie wiem . Po chwili poczułam czyjąś dłoń na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam blond czuprynę swojego kochanego braciszka.
-Steven ! - Wykrzyknęłam i szybko go przytuliłam.
-Witaj w Los Angeles malutka. Daj . -Zabierał Mi bagaż główny. -Jedziemy do ...em..domu . -wyszczerzył się do Mnie tak, jak za dawnych czasów .
-Okej. -ruszyliśmy na parking. Tam zobaczyłam duże , czarne auto..-Wow. Twoje ?
-No coś Ty ! Izzy'ego . Tylko On gustuje w czymś takim. Na pierwszy rzut oka myślałem że to karawan. -wybuchnęłam śmiechem. Tak, Steve zdecydowanie nigdy nie był inteligentną osobą i jak widać, nadal nie jest. Szybko wrzucił moje walizki do bagażnika i otworzył Mi drzwi od strony pasażera. Posłusznie wsiadłam. Ten usiadł za kierownicą i ruszył. Była może dziewiąta wieczorem. Jak na Los Angeles to dość wcześnie. Życie dopiero się tu zaczyna. Co prawda już dało się zobaczyć, parę dziewczyn w skąpych strojach, tak bardzo pogrążonych, że nie mogą znaleźć sobie jednego porządnego faceta na stałe. Parę początkujących Rockmenów usiłujących na siłę podobać się właśnie takim laską, żeby tylko przelecieć jak najwięcej. Czy ja kiedykolwiek do tego przywyknę ?Nie wiem . Miałam tu zostać na całe wakacje. Potem wrócić do siebie, ale czy wrócę? Sama nie wiem. Może odnajdę swoją miłość ? Może najlepszą przyjaciółkę ? Jakąś pracę ? Chuj wie . Po chwili czuję jak samochód się zatrzymuje. Lecz zatrzymał się praktycznie w centrum miasta. W okół kluby, zero czegokolwiek, gdzie można by mieszkać. Spojrzałam na Niego .
-Dlaczego tutaj? - zapytałam cicho.
-Bo najpierw trzeba opić kochanie twoje przybycie, poznać Cię z chłopakami i tak dalej. Z resztą, Slash'a powinnaś pamiętać. -To imię kurewsko nic Mi nie mówiło.
-Slash'a ? Nic Mi to nie mówi.
-Em..czekaj...Saul Hudson, pamiętasz ? Kochałaś się w Nim jako dziesięciolatka. -No i znów wyszczerz. Tak, teraz doskonale pamiętałam o kogo chodzi. Saul...najlepszy przyjaciel Steva z dzieciństwa, niekiedy zajebiście przystojny nastolatek..o boże. Naprawdę dawno go nie widziałam. Po chwili poczułam jak drzwi od mojej strony się otwierają. To Steve..tak się zamyśliłam, że nawet nie usłyszałam jak wysiada. No nie ważne. Szybko opuściłam auto i stanęłam przed wejściem do baru. Zobaczyłam wielki szyld "The Roxy". Brat coś Mi o Nim wspominał wcześniej ale...nawet już nie pamiętam co. Stev tylko złapał Mnie za przedramię i pociągnął do środka baru. Szepnął coś ochroniarzowi i szybko weszliśmy. Pełno ludzi. Rockmeni, skąpo ubrane laski. Kurwa, nie pasowałam tu. Nie widziałam nikogo, kto przypominał by Mnie. Po chwili usłyszałam głośne śmiechy i wołania mojego brata. Ruszyłam w jego stronę, a raczej w stronę stolika przy którym siedział On i czterech innych chłopaków. W tym..chyba Saul..tak, to na pewno był Saul, czarne loki opadające na twarz, i czarny...cylinder na głowie ? Może taki jego styl. Steve poklepał siedzenie obok Siebie na wznak, że mam zająć miejsce, także posłusznie usiadłam.
-Chłopaki, o to moja kochana, zajebista siostrzyczka, Nataliee . -ja tylko spojrzałam na Niego spodełba.
-Zajebista? Nie przesadzasz ? -zapytałam.
-Nie, a teraz poznaj chłopaków. - zaczął wymieniać. -Ten rudy, w bandanie na łbie to Axl. Wokal.
-Cześć śliczna . -wybąknął rudzielec , wstał, sięgnął po moją dłoń i pocałował jej wierzch.
-Ty kurwa wiewióro romantyka nie zgrywaj, zobaczysz co zrobi jak go wkurwisz. - odezwał się osobnik w lokach.-A tak w ogóle jestem S...
-Saul.-przerwałam mu.
-Tak, Saul, ale teraz mała, mów Mi Slash i choć się kurwa przytulić bo to tyle jebanych lat ! -szybko wstał, ja za Nim i uściskaliśmy się. Obydwoje się uśmiechnęliśmy i wróciliśmy na swoje miejsca. Po chwili odezwał się wysoki i cholernie przystojny blondyn.
-Ja jestem Michael, ale mów Mi Duff , a ten zamół obok Mnie -wskazał na chłopaka obok Niego, jakby nie obecnego myślami, z sięgającymi do ramion czarnymi włosami.-To Jeffrey, ale nazywamy go Izzy. Witaj w dżungli kotku. - dżungli ? Eh..nie rozumiem, ale pewnie po spędzeniu tu paru miesięcy się przekonam. Po chwili zobaczyłam, jak jakiś gruby gość wchodzi na scenę. Zapowiadał kolejny występ.
-Już za chwilę, na naszej scenie ujrzycie wielkich, zajebistych Aerosmith! -no i w tym momencie szczena mi opadła. Uwielbiałam ich! Potrafiłam każdą ich piosenkę zagrać na gitarze. Wielbiłam głos Tylera, styl gry Perry'ego. Zobaczyć ich na żywo..nawet o tym nie śniłam.
-Niespodzianka mała. -nachylił się nade mną Slash.
-Pamiętałeś ! -wykrzyczałam. Ten tylko posłał Mi śliczny uśmiech ukazujący rząd białych zębów.
-Przecież to ja Cię uczyłem słuchać prawdziwej muzyki !Steve wciskał Ci KISS , ale Ty wolałaś ze Mną.
-Pudelku, byłam w Tobie zauroczona.
-Serio?
-Uwielbiałam Cię ! Ale teraz uwielbiam Perry'ego więc odsłoń i jeszcze raz dziękuję. -pocałowałam go w policzek. Wrócił na swoje miejsce . Po chwili na scenie zobaczyłam ich. Genialnych kurwa Aerosmith. Szybko pobiegłam w stronę sceny i udało Mi się przecisnąć, aż pod Nią samą. Zaczęli genialną Mama Kin, kończąc na Dream On. Oczywiście każdą piosenkę znałam na pamięć i śpiewałam razem z Nimi. Zauważyłam, że Joe często na Mnie zerkał, nie wiem czemu, ale czułam na Sobie jego spojrzenie. Nie wiem dlaczego na Mnie, ale tak było. Po koncercie zamiast wrócić do chłopaków usiadłam przy barze.
-Danielsa z lodem proszę.
-A ja proszę dowodzik.-odpowiedział mi barman. Spojrzałam na Niego z pogardą, delikatnie nachyliłam się do Niego. Szepnęłam mu uwodzicielsko do ucha.
-Chyba jednak dowód nie potrzebny.-i mocno pocałowałam go w usta. Czy zachowałam się jak dziwka. ? Pewnie tak. Może jednak tu pasowałam. Po chwili dodałam.-..i pieniędzy raczej też nie potrzebujesz. -kolejny pocałunek i odeszłam od baru kręcąc biodrami. To zawsze działa. Jack mój,a barman został sam prawdopodobnie gapiąc się teraz na mój tyłek. Wróciłam do stołu chłopaków. Zajęłam miejsce obok Duff'a. Poczułam na sobie wzrok Slasha.
-Ej, mała, co to było ?!-zapytał podejrzliwie.
-To ? Czyli co ?
-To przy barze. Z barmanem. -wydaje się, że nikt poza Mną i Nim nie wiedział o co chodzi. Szybko posłałam mu znaczące spojrzenie. Nie chciałam, żeby to wyszło poza nas, zwłaszcza do Stevena. Miała bym zdrowy opierdol przez to. Wolę tego uniknąć jednak. Po chwili do naszego stolika podszedł dokładnie ten barman. Uśmiechnął się do Mnie ukazując rząd białych zębów.
-Jack Daniels dla Ciebie i dodatkowy drink. Przesyła Joe Perry. -Postawił przede mną trunki, a ja głucho wgapiałam się w drinka od Joe'a.
-O kurwa.-wybąknełam. Po chwili zauważyłam, że coś jest napisane na szklance. 'Zapraszamy za kulisy. Joe i Steven.' . Po odczytaniu wiadomości. Gwałtownie wstałam ze szklanką w ręku i rzuciłam chłopaka szybkie 'zaraz wracam'. Ruszyłam w stronę wejścia za kulisy. Przed drzwiami zobaczyłam ogromnego faceta, gdy próbowałam wejść, zatrzymał Mnie.
-A panienka Gdzie ?
-A...em..no..-szybko pokazałam mu napis na szklance. Ten kiwnął głową i Mnie wpuścił. Tam zobaczyłam ogromne czerwone kanapy. Ściany pomieszczenia były czarne, na środku stał stolik na którym było usypane parę kresek, stały trzy napoczęte Jack'i Daniels'y i parę paczek papierosów. Na kanapach oczywiście siedział cały zespół. Cholernie seksowny Steven Tyler na brzegu kanapy, po jego prawo, w cale nie Mniej pociągający Joe Perry, obok niego Tom Hamilton, no i na dwóch fotelach Joey i Brad. Co teraz czułam ? Nie wiem. Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, przychodząc tu, szczerze widziałam, że wszyscy obecni byli już po przynajmniej jeden dawce kokainy, ja nie byłam nawet pełnoletnia. Mimo swojego 'ekstremalnego' stylu życia, nadal byłam dziewic
wtorek, 12 lutego 2013
Rozdział 1 .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz